Kasia Klich postanowiła wyznać, że przed laty musiała zrobić sobie operację nosa, bo złamała go jako mała dziewczynka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Klich nie zaczęła zagłębiać się w szczegóły zabiegu. W programie Dzień Dobry TVN opowiedziała, że lekarze wstrzyknęli jej w nos tłuszcz, który wcześniej pobrali jej z tyłka. Wokół całej sytuacja oczywiście rozpętał się wielki skandal!!
Kasia Klich postanowiła skomentować zamieszanie na swoim blogu:
.jpeg)
"Mam w nosie tłuszcz z tyłka. A konkretnie z uda. To "wstrząsające" wyznanie stało się tematem dla portali plotkarskich. O swoich doświadczeniach z chirurgią plastyczną staram się mówić w żartobliwym tonie, ale niestety za tym kryje się ból, rekonwalescencja i świadomość tego, że mój biedny nos nigdy nie będzie do końca naprawiony. Będąc dzieckiem upadłam tak niefortunnie, że nie tylko złamałam nos i przegrodę, ale pomiażdżeniu uległy wszystkie miękkie chrząstki. Oczywiście małemu dziecku nie można zrobić operacji. Takie ingerencje chirurgiczne są możliwe w momencie, kiedy kościec jest już ukształtowany. Pierwszy zabieg został przeprowadzony w 2003 roku w klinice laryngologicznej i polegał na prostowaniu przegrody nosowej, oraz rekonstrukcji chrząstek. Bardzo mi to pomogło, zwłaszcza że nareszcie mogłam w miarę swobodnie oddychać. Jak ręką odjął skończyły się moje wieczne anginy i zapalenia gardła. Niestety parę miesięcy po operacji moja przegroda nosowa zaczęła się na nowo przekrzywiać. Na szczęście nie miało to wpływu na oddychanie, ale na wygląd nosa tak. Wtedy na swojej drodze spotkałam cudownego lekarza dr Andrzeja Sankowskiego. To było w trakcie programu "Wywiad z wampirem", gdzie pan doktor i ja byliśmy gośćmi Wojtka Jagielskiego. Pan doktor jest znakomitym fachowcem, realnie oceniającym sytuacje. Jedyne co mógł dla nie zrobić, to spróbować uzyskać większą symetrię nosa, ingerując jedynie w sam jego czubek. Niestety prostowanie kości nosowej w moim przypadku jest niemożliwe. Mój organizm spłatał mi jednak figla i nie do końca po operacji wszystko zrosło się tak jak powinno. Kolejna ingerencja chirurgiczna jest niemożliwa, więc od czasu do czasu ratuje mnie wstrzykiwanie własnego tłuszczu w nos. Nie jest to nic przyjemnego. Jeśli ktoś widział jak wygląda liposukcja, to doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Poddaję się temu zabiegowi w znieczuleniu miejscowym, więc mam pełną świadomość tego, co się dzieje. Nikomu nie życzę takich doświadczeń."